Spowiedź

Pozwólcie, że zacznę od końca. Siedzę w pustej szpitalnej sali nr 11 szpitala Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce. Patrzę przez okno na zaśnieżony, górski krajobraz. W tym miejscu czas stoi. Nie porusza się. Za oknem nie zmienia się zupełnie nic. W środku niewiele. Niektórzy pacjenci mieszkają tu miesiącami, a nawet latami. Z daleka od domu. Większość to dzieci. Mimo poważnej choroby, nie tracą pogody ducha. Tak samo jak pielęgniarki, które znacząco różnią się o tych wielkomiejskich. Są sympatyczne. Osiem, a właściwie prawie dziewięć lat temu, to miejsce dało mi drugie życie. Tutaj spotkała mnie najgorsza, z zarazem najlepsza rzecz w życiu. Straciłam płuco, ale wróciłam do żywych. Gdyby nie doktorzy Pogorzelski i Buchwald, nie przeżyłabym wielu pięknych chwil. Zobaczyłam kawał świata, poznałam wielu świetnych ludzi, spełniłam ogrom marzeń. Tego wszystkiego nie byłoby, gdyby nie Rabka. I godziny, tygodnie, miesiące cierpień. Jestem tu z powrotem, bo los nie chce mi dać spokoju. Jestem, ale na mojej twarzy nie znajdziecie zmartwienia ani łez. Uśmiecham się, bo wierzę, że to kolejny nowy początek, reset. Że wszystko dzieje się po coś. Jestem tu, bo brak mi życiowego farta, ale też trochę sobie na to zapracowałam. Nie chcę żyć normalnie, chce żyć na maksa, tak mocno jak się da. Nawet jeśli to miałoby trwać krótko. Może powinnam się bardziej oszczędzać i to by coś pomogło, a może nie? Nikt tego nie wie, nikt nie odpowie mi na to pytanie. Za to ja wiem, że to było udane dziewięć lat mojego życia. Dzięki Rabce.

Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że jedna sekunda, jedna choroba, jeden niefart, mogą zmienić ich życie. Przewrócić je do góry nogami. Skopać przyziemne priorytety i zrobić z nich mielonkę. Tutaj, w szpitalu, nikogo nie obchodzi, że właśnie mamy krach na giełdzie, że PIS chce wprowadzić nową ustawę, a w Smoleńsku wyrosła jeszcze wyższa od legendarnej brzoza. Tu żyje się z minuty na minutę, od badań do badań, patrząc przez szyby na krajobraz. Ciągle ten sam.

Na co dzień patrzymy na zdrowych ludzi i interesują nas „problemy współczesnego świata”. O nie, spóźnię się do pracy, o nie, w Lidlu znów nie ma mleka, o nie, skończyły się fajki. Damn, znów podrożały o złotówkę. Czasem mówi się, że życie jest ciężkie. Życie jest ciężkie tutaj. A tutaj nikt nie narzeka. Wszystkie oczy są pełne nadziei. Nieważne, że boli. Nieważne, ale czasu to zajmie. Ważne, że żyjesz.

Wyjść na zewnątrz, popatrzeć na góry. Wyrwać się stąd, uciec. Wyleczyć i wrócić do normalnego życia. Każdy tego chce. Część stąd wychodzi, choć nie wszystkim jest dane. Wychodzi i patrzy na świat zupełnie inaczej. Pieniądze to tylko shit do wydawania. Czy to daje szczęście? Pewnie, łatwiej się leczyć będąc milionerem, ale czasem nawet siedmiocyfrowe liczby na koncie nie pomogą. Nawet jeśli szpitalna ściana ma wmurowane w siebie brylanty, a na ścianie wisi plazmowy telewizor, to ciągle jest szpitalna sala. Najgorzej, gdy jesteś w niej sam.

Dlatego właśnie liczą się ludzie. I chwile. I życie, bo mamy je tylko jedno. Nie zawsze jest kolorowo i nigdy nie będzie „miodowo na wciąż”. Są wzloty i są upadki. Radość i łzy. Każdy nowy dzień to nowa szansa na przeżycie czegoś niezwykłego. A czymś niezwykłym wcale nie musi by wyjazd na Karaiby, choć każdy by chciał tam pojechać. Wystarczy robić to, co się kocha, przebywać z ludźmi, których się kocha. Bawić się życiem, kreować co chwile nowe pomysły i przechodzić od planów do czynów. Nic dobrego nas nie spotka samo z siebie. Złego jak najbardziej. To my musimy zawalczyć o to, żeby żyć tak, jak sobie wymarzyliśmy. To nie pieniądz daje szczęście, to tylko narzędzie. prawdziwe szczęście to coś, co musimy zdobyć. A każdy ma własne „szczęście”. Dla jednego radością będzie dzień przelatany na ścigaczu, dla drugiego namalowany własnoręcznie obraz, dla trzeciego sukcesy w pracy, a dla czwartego widok własnego dziecka, które właśnie słodko zasnęło.

Honda CBR F4i Sport

Działanie. Uśmiech. To podstawa. Zamiast analizować to co było i będzie, lepiej skupić się na tym, żeby to co jest, było pozytywne. Bądźmy dla siebie ludźmi, a nie kurwami. To nie wina Pani, która wykłada towar na półce, że Biedronka zrobiła przekręt z cenami bagietek. To nie wina Pani z rejestracji, że na zapisanie do przychodni czeka się trzy godziny. Ci ludzie też zasługują na trochę uśmiechu, na wymienienie kilku najprostszych zdań miłym tonem. Sami wiemy, jak bardzo ktoś obcy potrafi wpłynąć na nasz nastrój. Ileż razy dziennie można słuchać obelg pod własnym adresem? A status społeczny? W czym mechanik jest gorszy od pracownika banku? Tym, że nie nosi do pracy białej koszuli? Że nie klepie cały dzień w komputer? Czy kasjer z Lidla jest gorszym człowiekiem od agenta ubezpieczeniowego? Czy Pani sprzątająca szkołę zasługuje na pogardę? Niestety niejednokrotnie okazuje się, że Ci „gorsi”, „biedniejsi” i „głupsi” są dużo lepszymi ludźmi. i to, że mają mniej, nie znaczy, że nie żyją pełniej. Większego banana na ryjku ma człowiek, który poleci na tygodniowe wakacje do hostelu za ostatnie pieniądze, pogada z tubylcami, będzie podróżował autobusem czy stopem niż ten, który zapłaci za wakacje 10 000 zł za osobę. Bo życia nie można kupić. Szczęścia też nie da się kupić. Podobno lepiej płakać w Mercedesie niż w Maluchu. Racja. Ale lepiej jechać z przyjaciółmi rozpadającym się Maluchem na koniec świata, niż wozić się samemu pięknym Mercedesem. A później znaleźć znajomych, którym imponuje tylko Twój stan konta. A na koniec zostać sam jak palec. Obudźcie się, to nie ma sensu.

I na koniec coś o motocyklach, chociaż to powinno być na początku. Nierozsądnym jest to, że jeżdżę. To prawda. Ale każdy kto jeździ, ryzykuje. Może ja ryzykuję trochę bardziej. Ale tylko trochę. Każdy z nas może zginąć. Lekarze gdy widzą moją kartę i przeszłość, pukają się w głowę. Że nie powinnam tego czy tamtego. Że decydowanie się na jazdę jest po ludzku głupie. Może i jestem szaleńcem, ale przynajmniej codziennie cieszę się z tego co robię w życiu. I zrobię wszystko, żeby tak było nadal. Pasja jest silniejsza. Daje mi kopa do życia, motywuje do działania. I ona, i wspaniali ludzie wokół mnie. Ci, na których zawsze mogę liczyć. Trzymajcie się zdrowo i pamiętajcie – albo grubo albo wcale! :)