Każdy popełnia błędy

Już wiele razy na łamach fanpage’a rozwinęła się dyskusja na temat upadków – czy wywracają się tylko leszcze? A może żeby osiągnąć poziom wyższy od reszty trzeba docierać do limitów i je przekraczać, a co za tym idzie upadać?

Temat można rozpatrywać na wiele sposobów, bo i z wielu powodów możemy znaleźć się na glebie. Upadają Ci, którzy się uczą – bo coś im nie wyszło lub czegoś się przestraszyli. Pytanie, czy jeździć nie uczymy się czasem przez całe nasze motocyklowe życie?

Ekstrema. Marc Marquez, przez wielu uważany za najszybszego gościa na świecie w tej branży, upada bez przerwy. Powód? Szuka limitów. No dobrze, ale co to ma do przeciętnego Kowalskiego? Przecież nikt z nas nie startuje w MotoGP i nie jest tak szybki, a na dodatek nie ma budżetu na to, żeby rozbijać motocykl trzy razy na weekend. Nie wspomnę o późniejszej, ewentualnej opiece medycznej i rehabilitacji, gdyby nie wyszło.

Wiadomo, że należy rozpatrywać przypadek „motocyklisty amatora” nieco inaczej jak topowego jeźdźca świata. Schemat jest jednak podobny. Tylko trening jakiejś umiejętności daje nam szansę na postęp. Tak było, jest i będzie w każdej dziedzinie życia i sportu. Nie ma szans, żebyśmy zasnęli i po ośmiu godzinach obudzili się Valentino Rossim. Rossi przelatał na torach pół życia i pewnie drugą połowę także na nich spędzi. Ile razy przy tym upadł? Sam nie wie i na pewno już się nie dowie, bo nie sposób tego zliczyć.

Do czego w ogóle zmierzam? Z motocyklami jak w życiu. Każdy popełnia błędy. Jeśli „dryfujemy” i spokojnie egzystujemy, z dużą dozą prawdopodobieństwa nie stanie się nic. Ani dobrego, ani złego. Chyba, że mamy pecha i ktoś nam pomoże nasz „chujowy ale stabilny” stan pogorszyć. Jeśli próbujesz zrobić coś więcej, szarpiesz, zmieniasz – zawsze narażasz się na konsekwencje. Ale bez tej walki nie czeka nas nic. Niektórzy lubią stabilność i chwała im za to. Pewien poziom, do którego kiedyś doszli, w zupełności im wystarcza – czy to w jeździe jednośladem, czy w codziennym życiu. Jakaś praca, jakiś związek – jakieś sposoby na zabijanie czasu. Najważniejsze, żeby w tym wszystkim znaleźć własne szczęście.

Dobijając końca tego przydługiego wywodu – nie upada ten, który nic nie robi. Pozostali mogą. I niekoniecznie skończy się to źle. Upadek może być bardzo cenną lekcją – albo jazdy, albo życia. Najważniejsze to z każdej porażki wyciągać wnioski. Tego wam i sobie życzę. I pamiętajcie – porażka nie jest powodem do wstydu :)

Reklamy