Archiwa kategorii: my world

Ducati V4S oczami blondyny

Włoszczyzna. Albo się ją kocha, albo nienawidzi. W marcu tego roku spotkałam się na targach motocyklowych w Warszawie z Simpsonem i pogadaliśmy chwilę o najmocniejszych z najmocniejszych, Andrzej rzucił hasło „V4 to szatan”. Już wtedy wiedziałam, że muszę go wypróbować. Przed jazdą na Ducati moje doświadczenia z V-kami to jedynie wspaniałe chwile na SV650 i SV1000, czyli tak naprawdę żadne. V2 a V4 to zupełnie inna bajka.

Musiałam chwilę poczekać, ale doczekałam się. Pewnego pięknego dnia napisał do mnie Michał Kuśmirski z wrocławskiego salonu Inter Motors, rzucając hasło „mam V4S, chcesz?”. Moje oczy zapłonęły jak dwie pochodnie. Długo nie musiał namawiać.

Ducati V4S. Wizualnie cudo. Mało kto ma inne zdanie. Piękna linia, niesamowity kolor, dopracowany każdy detal. Piękno stylistyczne w każdym szczególe. Nie da się nie zwrócić na niego uwagi. Podobnie jest po odpaleniu. Uwierzcie mi, chodzi jak kilogram śrubek w szybkiej betoniarce, a poziom decybeli rozwala uszy. Na seryjnym wydechu. Na wolnych obrotach trzęsą się nawet lusterka.

Przy pierwszym kontakcie i jeździe „miejskiej” denerwuje nerwowość na wolnych obrotach, Motocykl szarpie i za nic nie chce się prowadzić. Akceptuje tylko ostre traktowanie i pełną manetę. Co chwile trzeba się ratować sprzęgłem, bo telepie się jakby chciał wysadzić człowieka z siodła. Za to po odkręceniu gazu dzieją się cuda. To prawda – silnik V4 o mocy 214KM ciągnie niesamowicie już od dołu i po wyłączeniu systemów nie da się go opanować. Ponosi koło  energicznie nawet wtedy, gdy całym ciężarem ciała uwiesimy się na szybie.

Długo walczyłam o to, żeby całkiem wyłączyć DWC, czyli Ducati Wheelie Control. W każdym z dostępnych trybów jazdy (Street, Sport, Race) minimalna nastawa to 1, a przy takiej konfiguracji elektronika i tak nie dopuszcza do zbyt wysokiego uniesienia koła po strzale ze sprzęgła. Na szczęście da się to opanować wchodząc głębiej w ustawienia. Wtedy można doszukać się magicznej nastawy „OFF”. Uważać trzeba piekielnie, bo elektorniczny gaz i 214KM to mordercze połączenie. Każdy, minimalny ruch nadgarstka powoduje szarpanie.

Do działania quickshiftera nie mam żadnych zastrzeżeń, jeśli chodzi o downshifter, to pamiętać należy, żeby bardzo mocno kopnąć dźwignie przy redukcji z 2 na 1. W innym wypadku zdarza się, że wpadnie luz. Raz trafiłam na błąd downshiftera i biegi musiałam zbić ręcznie, ze sprzęgłem.

Spodobało mi się to, że można zredukować ABS jedynie do przedniego koła. Na normalnych ustawieniach działa przód i tył, co powoduje, że nie da się zblokować tylnego koła. Czyli nie ma zabawy. Na szczęście da się odłączyć tył. Same hamulce działają świetnie, a włoski potwór staje niemal w miejscu. Można powiedzieć, że hamuje równie szybko, jak przyspiesza. Uf.

Moc? Kosmiczna. Powiedzieć o nim „szybki”, to zdecydowanie zbyt mało. 300km/h osiąga w moment, między 200 a 300 dzieje się to w mgnieniu oka. Co ciekawe po minięciu 299km/h na wyświetlaczu pokazują się trzy kreski „- – -„, a obroty dalej rosną. Podobno jedzie 314km/h z GPS-em, ale nie mierzyłam. Tak czy siak, nie sama prędkość robi wrażenie, a czas i styl jej osiągania. Ja byłam pod wrażeniem, nawet w porównaniu do nowego S1000RR czy R1M.

V4S prowadzi się bardzo lekko i zwinnie, elegancko i z gracją kładąc się w wolne zakręty. Jeśli chodzi o szybkie, to wydaje mi się być mniej posłuszne i stabilne niż np. wspomniane wcześniej R1M. Być  może należałoby jeszcze mocniej pogrzebać w ustawieniach, ale miałam na to dosyć mało czasu.


Jest jeden minus, latem wręcz potężny. Silnik V4 powoduje, że dwa cylindry idą centralnie wzdłuż nóg kierowcy. Maszyna nagrzewa się piekielnie i wręcz pali. Dosłownie spala nogi. Co więcej temperaturę łapie też rama. Na światłach w gorący dzień naprawdę nie da się wytrzymać. Trzeba odsuwać szkity, żeby nie zjarać skóry. W żadnej rzędówce nie da się uświadczyć takiego piekła między nogami, jakkolwiek to nie brzmi :D Oczywiście to nie jest maszyna do miasta i na torze taki problem to nie problem, ale wspomnieć o tym muszę. Ducati przy jeździe miejskiej morduje kierowce.

Wrażenia? Kosmiczne. Na pewno ciężko dorwać tak specyficzny sprzęt. Mi przypasował, żałuje, że miałam go tak krótko (niecałe dwa dni). Najchętniej dopadałbym go na torze, ale i tak jestem zadowolona, bo spełniło się jedno z moich małych marzeń – dosiąść w końcu Panigale. I to jakiego! Dziękuje wrocławskiemu salonowi I’M Inter Motors za tę niebywałą przyjemność i polecam się na przyszłość :) Na pewno jest to świetny sprzęt i chyba by mi pasował. Jak myślicie? :D

Reklamy