Archiwa tagu: zima

Kayo uczy, Kayo bawi

Chwilę na to czekałam, ale udało się. Dzięki uprzejmości i pomocy Pitbike MRF Kraków oraz SKW Racing Park miałam wreszcie okazję odbyć pełny, dwugodzinny trening na Kayo MiniGP. Jak było, dla kogo ten mały ścigacz i w ogóle po co na niego wsiadać?

Zacznijmy od oczywistości. Kayo jest małe. Dosłownie małe. Znalezienie sobie na nim odpowiedniej pozycji zajmuje chwilę czasu. Kierownica na boki porusza się zdecydowanie mniej niż w każdym motocyklu sportowym, właściwie tylko na tyle, żeby móc wykonać przeciwskręt i złożyć motocykl do zakrętu. Manewrowanie w padoku? Lepiej go podnieść i przestawić, niż „wykręcić” za pomocą kierownicy. Jaki jest efekt w praktyce? Żeby poruszać się po torze, Kayo trzeba po prostu kłaść, bo inaczej jechać się nie da.

Moc? Nie jest to sportowy litr, ale do celów szkoleniowych zdecydowanie wystarcza, powiem więcej, mając tyłek z tyłu, odkręcając gaz na drugim biegu, spokojnie unosimy koło do góry i to bez szarpania kierownicą i innych szamańskich sposobów.

Ciekawostki i zalety… Bardzo często zdarza się, że czujemy, że w złożeniu ucieka nam przód czy tył. Odruchowo kontrujemy ciałem i najczęściej udaje się nam wyratować sytuację. Uczymy się wyłapywać kłopoty i reagujemy na nie. To bardzo, bardzo przydatna umiejętność, jeśli chodzi o jazdę „dużym” sprzętem. Oczywiście podniesienie ścigacza jest dużo trudniejsze niż wytarganie Kayo, które jest dużo lżejsze, ale odruchy pozostają te same.

Jeśli ktoś ma problemy z przełamaniem bariery bardzo dużych złożeń, to na Kayo ma okazję nauczyć się ekstremalnych doznań. Motocykla sportowego w większości przypadków aż tak nie złożymy, ale samo ułożenie ciała, w tym głowy, jest podobne. Na miniaturce musimy się poskładać jak scyzoryk, ale za to łatwo i w kontrolowanych (w miarę) warunkach uczymy się poprawnej pozycji. Jak zawsze zachęcam, żeby ktoś robił wam zdjęcia, które potem można na spokojnie obejrzeć, bo nieraz nasze odczucia nijak się mają do tego, jak naprawdę wyglądamy na motocyklu.

Co jeszcze? Kondycja. Mały tor kartingowy, zakręt za zakrętem i Kayo, na którym trzeba się intensywnie poruszać, żeby zmusić je do skręcania to mieszanka wybuchowa. Szybko wychodzą wszystkie braki kondycyjne. Moim jedynym problemem po jeździe niemal bez przerwy były ręce, szczególnie przy hamowaniu do zakrętu po prostej startowej i oczywiście kontuzjowana noga, ale większość z was nie cierpi z powodu połamanej stopy, więc ten wątek pominę ;D

Upadki oczywiście są, ale tak naprawdę pełen strój, niewielka prędkość i duże złożenia powodują, że te gleby są nieodczuwalne. Chyba, że ktoś się panicznie boi jakichkolwiek siniaków, to nie polecam. Najważniejsze jest jednak to, żeby szukać w takich warunkach swoich limitów, a nie da się tego zrobić inaczej, jak przekraczając je.


Subiektywnie? Kayo skradło moje serce, bo zdecydowanie bardziej jak pitbike przypomina duży motocykl sportowy. Oczywiście i jedno, i drugie, to świetne zajęcie na zimę. Pozwala zachować rytm jazdy, odruchy, pewną elastyczność na motocyklu, dzięki czemu na wiosnę nie czujemy się jak kawałek drewna wrzucony na maszynę. Wciąż mało jest miejsc, gdzie można na hali takimi sprzętami pojeździć, ale jeśli macie możliwości, to gorąco zachęcam. Na pewno nie będziecie żałować, bo pomijając aspekty szkoleniowe, to po prostu świetna zabawa :)

Reklamy