Archiwa tagu: przemyślenia

Jazda cudzym motocyklem – tak czy nie?

„Dobry zwyczaj – nie pożyczaj”. Czy aby na pewno? Zdania są podzielone, a każda ze stron ma swoje racje i co gorsza, są one w stu procentach uzasadnione. Więc jak jest albo jak być powinno?

W idealnym świecie wszyscy mamy sporo kasy i każdy kupuje sobie taką zabawkę, jaką chcę, nie jedząc przy tym tylko chleba z masłem. Wróć. Samego chleba, bo masło już podrożało. Chleb też, ale załóżmy, że jeszcze nas stać. Niestety, idealnego świata nie ma, a póki co większość motocyklistów boryka się raczej z problemem niedostatku niż urodzaju. Zazwyczaj każdy z nas ma do dyspozycji jeden motocykl, góra dwa, a do maszyn marzeń daleko nam jak stąd do Pekinu. Nic więc dziwnego, że kupiona i wyszarpana za ostatnie pieniądze zabawka jest dla większości tak ważna.

Luz i spontan
Typ pierwszy. W moim otoczeniu całkiem często spotykany. Motocykl to tylko rzecz, liczy się człowiek, a w ogóle to wywalone, niech się dzieje co chce. Zasada stosowana w większości przypadków przez ludzi niespecjalne nastawionych na wartości materialne. Ot, życie jest krótkie, masz i ciesz się. Bardzo cenię takich ludzi. Za brak barier i ogromną otwartość. I nie, to nie jest głupota. To jest styl życia. Dalej.

Zaufanie przede wszystkim
Typ zrównoważony. Dam się przejechać, ale tylko wybranym. „Swój” to nie to samo co każdy inny. Sprawdzę Cię, znamy się 123 lata i 11 miesięcy, możesz dosiąść mego rumaka. Wiem, że jak rozwalisz, to oddasz, a tak w ogóle, to raczej masz z czego. Przynajmniej takie sprawiasz wrażenie. No i podstawa. Dasz mi też polatać swoim.

Idealista zdobywca
Człowiek, który ponad wszystko ceni „swoje”. Ja zapłaciłem, ja zapracowałem, to czemu ktoś ma to upalać, a już nie wspomnę, że może wywrócić, bo jakby co, to rękę urwę. Motocykla i żony się nie pożycza – złota zasada na śmierć i życie. Może dam Ci usiąść, ale masz 20 sekund i lepiej nie zahacz o nic butem. I nie wciskaj tak mocno tej klamki…

Tak to wygląda u wypożyczających. A co z tymi, którzy korzystają?


Świr akrobata
It’s me. Wsiądę na totalnie wszystko co mi dadzą. Zbieram doświadczenie. Wcale nie znaczy to, że czasem nie mam obaw. Ale nie, nie patrzę, czy coś ma AC, albo czy jestem wypłacalna. Jeśli upadnę to najważniejsze, żebym przeżyła i wyszła z tego w całości – wszelkie inne problemy da się rozwiązać. Tego nauczyło mnie życie i doświadczenia. Zdrowie jest najważniejsze, ze wszystkim poza tym sobie poradzę. Dlaczego kocham jeździć motocyklami innych lub testówkami? Bo sama nigdy nie przerobię wszystkich modeli świata. To niewykonalne. Doszłam do etapu, w którym wsiadam na każdy rodzaj motocykla i po prostu jadę, bez kalkulacji, że za 2 minuty i 23 sekundy mogę upaść. Na swoim też mogę upaść i co gorsza się zabić.

Człowiek rozsądek
Przejadę się, żeby zobaczyć „jak to chodzi”, ale z dużym dystansem. Nie moje, to nie szaleje. Tak delikatnie, dla porównania. I tylko w sytuacji, gdy mam gotówkę na pokrycie kosztów. I najlepiej od znajomego, a idealnie, jeśli maszyna ma AC. Wtedy można się przejechać. Nie za długo, żeby nie zużyć zbyt mocno części eksploatacyjnych, ale można.

Życie grozi śmiercią
Nie wsiadam. Nie wsiądę i koniec. A co, jeśli się wywrócę? Będzie głupia mina. Będzie niezręczna sytuacja. Będzie problem z kasą. Będzie wyrzut sumienia. Jak ja to odbuduje i za ile. Zdecydowanie lepiej nie – po co się narażać na kłopoty. Lepiej latać swoim. Zdecydowanie.

Wnioski? Interpretacja dowolna. Każdy robi jak uważa, bez względu na to, do której „kategorii” należy, czy użycza czy korzysta, komu czy od kogo, na ile i za ile. Jedyne co chciałabym dodać o siebie to to, że aby jeździć dobrze, nie wystarczy nauczyć się jednego motocykla. To wszechstronność i doświadczenie robią z nas lepszych riderów. Dlatego właśnie korzystam z uprzejmości innych, chociaż dla wielu to irracjonalne. Każdy zostanie przy swoim. Ja dziękuję wszystkim, którzy obdarzyli mnie zaufaniem. A przy okazji zachęcam do otwartości na innych. Nie tylko w kwestii użyczenia swojego oczka w głowie. A może głównie w innych kwestiach :-)

Reklamy