Archiwa tagu: harley

Odwaga to nie brak strachu

Stali czytelnicy pewnie zdążyli zauważyć, że wyjątkowo lubię cytaty z polskiego rapu – te sensowne oczywiście. Tym razem będę smęcić o pewności siebie, pracy nad sobą, podejmowaniu ryzyka… Na przykładzie jazdy motocyklem i nie tylko.

Zacznę od siebie i prostej, przystępnej historyjki z życia wziętej. Jakiś czas temu zostałam zaproszona na event marki Harley Davidson na torze w Słomczynie. Event, w którym udział brały największe motocyklowe media w Polsce. Ludzie, którzy „oblatują” rocznie dziesiątki maszyn i jeżdżą po torze non stop. A wśród nich ja. Samorodek, na dodatek po (w trakcie) kontuzji, z lekko chwiejną prawą nogą. Laska, która nie jeździ chopperami, mało tego, nigdy nimi nie jeździła, a co dopiero po torze. Trochę się wahałam, aż stwierdziłam, że raz kozie śmierć. Pojechałam.

Jeszcze więcej wątpliwości było na miejscu. Zobaczyłam tych ludzi i te motocykle, i w głowie pojawiło się pełno głupich myśli. „Dziewczyno, nie ten poziom, co Ty tu robisz”, „narobisz sobie wstydu”, „na pewno jako jedyna się tu wyłożysz”, „będą Cię mijać z każdej strony jak tyczkę”. Miałam nawet w zamiarze odpuścić pierwszą sesję, gdy dowiedziałam się, że jestem w grupie z całą elitą w postaci Simpsona, Pejsera i całej reszty. „Grupa śmierci” i w niej ja. Wspaniale.

Często miewam takie dylematy, ale nigdy się im nie poddaje. Dlaczego? Bo nigdy w życiu bym niczego nie osiągnęła. Co z tego, że miałam duże obawy – gdybym nie spróbowała, to bym nigdy nie poznała prawdy na temat swojego położenia w tym szalonym i nieosiągalnym do tej pory świecie. Okazało się, że wcale nie było wstydu i nawet z tą nogą dałam sobie radę. Co więcej, sporo osób poklepało mnie po plecach, sporo doceniło. Potrzebny był tylko ten jeden krok, a właściwie dwa – przyjazd, a następnie wyjazd na tor mimo wewnętrznej walki. Wystarczyło wyjechać, żeby wszystkie wątpliwości zniknęły. Nie był to żaden wielki wyczyn, nie jest to żaden potężny sukces, ale jednak. Udało się wygrać ze sobą.

Głównym problemem jest zazwyczaj brak wiary w siebie. Może nie wyjdzie, ale jeśli nie wyjdzie – próba została podjęta. To żaden wstyd przegrać po walce. Wstyd to poddać się i wycofać. Znam bardzo wiele osób, które przegrały swoje życie dlatego, że bały się wyjść i spróbować, mimo że miały potężne możliwości. Bo siedzenie w bezpiecznej pozycji było komfortowe. Bo wybrały obserwowanie innych – w telewizji, w internecie, zamiast podjęcia próby zawalczenia o siebie.

Jeśli myślicie, że każdemu, kto jest w miejscu w którym wy chcielibyście być, przyszło to łatwo, to się mylicie. Tacy też są, oczywiście, ale to znaczna mniejszość. Większość to marzyciele, którzy nie bali się zaryzykować.

Nie zgadzam się i nigdy nie zgodzę z tym, że niektórzy mają z góry przejeb*ne, a innym wszystko idzie cały czas idealnie. Każdemu, komu los dał zdrowie, dał też możliwość kombinowania i pracy nad sobą. Przegrany jest przede wszystkim ten, który nie wykorzystuje swoich możliwości, a później płacze, że nic mu nie wychodzi. Ja wierzę w ludzi, szczególnie jeśli mają potężny potencjał. Często żal patrzeć, jak marnują go sami, brakiem wiary w siebie i swoje możliwości.

I ta reguła działa również w przypadku jazdy motocyklem. Chcesz czegoś spróbować, to próbuj. Po to właśnie masz życie. Myślisz o wyjeździe na tor, ale znajomi się śmieją? Jedź i zmień znajomych. Marzysz o jeździe na gumie? Katuj strzały z klamki, ale przygotuj się na glebę za glebą. Jeśli jesteś w stanie powalczyć znając konsekwencję, to walcz. Zawsze będę namawiać do tego, żeby próbować, bo życie nie ma polegać na wiszeniu w próżni. Może, jeśli komuś to pasuje, to rewelacja. Ja widzę to inaczej. Każdy dzień daje nam potężne możliwości i tylko od nas zależy, co tak naprawdę z nim zrobimy.