Moi zwykli bohaterowie, czyli dlaczego jeżdżę sportem

Motocykliści. Spora część z nas zapewne ogląda wyścigi motocyklowe – jeżdżący na sportach MotoGP, terenowcy MXGP, ktoś inny FMX, trochę SuperEnduro, może nawet trochę żużla. Fani jazdy na gumie podziwiają stunterów. Każdy ma jakiś wzór – Rossi, Marquez, Cairoli, Pastrana, Błażusiak, Stunter13. Ale tak naprawdę w większości przypadków największy wpływ na nas mają ludzie, którzy są najbliżej nas.

Pojeździłam sobie wczoraj sporo po mieście i okolicy, znów poczułam ten klimat – każdy ma inne skojarzenia z „sezonem”. Dla jednych to długie, spokojnie, turystyczne wycieczki w Polsce, a dla innych szybkie, szalone przeloty, z przerwami na Red Bulla i pogawędkę o pierdołach. Zapach wiosny (lata), totalny luz, euforia strzału endorfin. Prawdziwe życie toczy się od kwietnia do października. Z niektórymi ludźmi mam kontakt cały rok, z większością widzę się tylko okazjonalnie w sezonie, kiedy przypadkowo trafimy na siebie w jakimś „miejscu spotkań”. Ale klimat ciągle ten sam.

Wtedy przypomina mi się zima 2013/2014. Po rozbiciu Yamahy XJ6 wymyśliłam sobie, że kupię Yamahę R6 RJ11. Wszyscy pukali się w czoło. Przyznam, że nawet bałam się zrobić nią jazdę próbną, bo kolega podrzucił mi kontakt do mechanika z okolicy, który obejrzał dla mnie ten sprzęt, a później zmusił mnie, żebym się chociaż przy nim przejechała. Presja była wielka, a on chyba nie wierzył, że się nie zabije. Jakoś przetrwałam. I to był przełomowy moment w moim życiu.


Trafiłam na ludzi, którzy mieli potężną zajawkę na sporty, a będąc nastolatką mówiłam, że nigdy nie kupie plastika. To był właśnie ten klimat. Szybka jazda, długie rozmowy na przerwach, luz, spontan, prędkość i adrenalina. Z tej całej grupy wyłoniły się dwie osoby, które podziwiałam za to jak jeżdżą i za to ile wiedzą. Do teraz tak jest. Znajomi, nasze środowisko, to to, co ma największy wpływ na kształtowanie nas jako ludzi w życiu, nie tylko w kwestii motocykli. Tak się to wszystko potoczyło – dziś jestem w miejscu, w którym jestem, właśnie dzięki nim. Głównie tej dwójce, która tak wryła mi się w głowę na początku. Dlatego chciałam się uczyć – żeby wiedzieć tyle co oni i jeździć tak jak oni, chociaż nikt w to nie wierzył.

I nadal nic się nie zmieniło. Te „zwykle autorytety” są dla mnie większą motywacją niż gwiazdy, które oglądam głównie w telewizji. Bo to zwykli ludzie, którzy dla mnie zawsze będą w jakiś sposób niezwykli i nawet nie wiedzą, ile im zawdzięczam. Nieświadomie wyznaczli mi drogę. To środowisko jest naprawdę specyficzne, ale ma w sobie coś przyciągającego, uzależniającego, z czego ciężko się wyrwać – bo tak naprawdę nie chcemy. Nie da się niczym tego zastąpić.

A jak to wyglądało u Was? Też macie swoich „zwykłych idoli”? Na początku jazdy motocyklem ktoś was motywował, inspirował?

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Moi zwykli bohaterowie, czyli dlaczego jeżdżę sportem”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s