Kawasaki 636

Zabawy ciąg dalszy – poszukiwania sportowej „sześćsetki”

Poprzedni, jakże radosny wpis, poświęcony był w całości poszukiwaniom motocykla dla jednego z moich znajomych. Niestety lub stety, maszyny dla siebie szukał również drugi, co podwoiło ilość ciekawych egzemplarzy, które udało się wyłapać. Zazwyczaj padła są odrzucane już po zdjęciach, jednak obejrzeliśmy osobiście dwie sztuki z okolicy.

Pierwszą z nich była Honda CBR600RR z 2006 roku w malowaniu amerykańskim. Niestety, nie mam zdjęć, ale postaram się jak najpełniej opisać tego kwiatka. Już z daleka widać było, że motocykl jest cały malowany, mało tego, część elementów to pomalowany i poszpachlowany laminat, na który naklejono naklejki. Dramat wizualny. Rama była malowana w przynajmniej dwóch miejscach i to z ładnymi zaciekami. Prawy dekiel został niezbyt zmyślnie uszczelniony silikonem, który wylewał się z każdej strony. Czacha w miejscu łączenia z lampami nie była zbyt precyzyjnie spasowana, wręcz można było wsadzić palca pomiędzy reflektor a plastik. Motocykl po odpaleniu wskoczył na kosmiczne obroty, a sprzedający stwierdził, że „tak kupił i tak ma być”. Odechciało nam się dalszych oględzin, nie wspominając o jeździe próbnej, w czym tylko utwierdził nas właściciel pojazdu, który przyznał, że kupił go… Na niemieckim bazarze. Więcej pytań nie mam :D

Kawasaki 636

Oględziny Kawasaki 636

Następną ciekawostką okazało się Kawasaki ZX6R zwane 636, rocznik 2005. Jadąc na miejsce nie wiedziałam, że to Anglik, a szkoda, bo do pojazdów z Wielkiej Brytanii mam awersję. Gdy patrzę na wszechobecną korozję i syf, mam totalny odrzut i nie chce mi się nawet dokładnie maszyny oglądać, ale ponieważ kolega był napalony… Podjęliśmy próbę. Od początku nie pasowały mi zapewnienia sprzedającego, że owiewki są oryginalne i nigdy nie były malowane. Rozpoczęliśmy śledztwo. Najpierw moja uwagę przykuły małe niedoróbki lakiernicze na załamaniu lewej owiewki. Potem otworzyliśmy zbiornik paliwa i wszystko stało się jasne. W jednym miejscu na wlewie znaleźliśmy fragment niedomalowany lub też odprysk, z którego wystawał kolor niebieski. Poświeciłam latarką do zbiornika, a tam w środku.. Niebieskie zacieki. Poprosiliśmy właściciela o brytyjskie dokumenty pojazdu (rzekomo był regularnie serwisowany w GB), aż dokopaliśmy się do danych. Kolor z którym wyjechał z fabryki – oczywiście niebieski. Czar zielonej Kawy prysł, ale nic to. Dużo motocykli jest malowanych. Oglądaliśmy dalej. Z silnika olej się wręcz wylewał, ale właściciel nie był w stanie odpowiedzieć od kiedy, wręcz przeciwnie, powtarzał jak zacięta płyta, że motocykl ma mały przebieg i drugiego takiego nie znajdziemy. Serio?

Kawasaki 636

Silnik Kawasaki… wizualnie cudeńko :D

Ostatecznie biorąc pod uwagę śruby, nakrętki i wszystkie inne elementy przeżarte korozją, fabryczny tłumik z wielkim katalizatorem, brak dodatków, malowanie, inne numery poszczególnych elementów w porównaniu z numerami ramy itd., odpuściliśmy, chociaż tym razem odbyłam jazdę próbną i nie było źle. Do kondycji silnika i skrzyni nie można było się przyczepić. Fatalne były tylko hamulce, ale to problem Kawasaki z tych roczników. Niestety, cena była zupełnie niewspółmierna do stanu.

Plusy? Udało się kupić jedną 600RR pod Wrocławiem, w bardzo dobrym stanie. Niezapyziałą, niezniszczoną i niezmęczoną. Właściciel ma już za sobą trochę kilometrów i jest zadowolony, dokupił nawet kilka dodatków. Drugi najprawdopodobniej dziś kupi… także 600RR. Wygląda na to, że legenda mówiąca o trwałości Hond nie jest tylko legendą ;)

Jedna myśl nt. „Zabawy ciąg dalszy – poszukiwania sportowej „sześćsetki””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s