IMG_6511

Idzie nowe!

Zbierałam się do tego od dłuższego czasu, aż w końcu stało się. 31 lipca 2015 (po dwóch dniach wystawiania ogłoszenia) sprzedałam Zielonego, czyli swoje Kawasaki ZX10R z 2005 roku. Wiele mnie ten motocykl nauczył. Nie tylko jeśli chodzi o jazdę – można powiedzieć, że to było bezcenne doświadczenie ;) Przejechał ze mną prawie 7000km, byliśmy dwukrotnie na torze (Pannonia Ring i Slovakiaring). Żadnej poważnej awarii czy większych problemów. Co by o nim nie mówić, to choć ideałem nie był, nie był też zły. Spełnił swoją rolę bardzo dobrze :)

Zmiany są jednak w życiu wskazane i tak rozpoczęłam poszukiwania nowego motocykla. Krążyłam po Polsce szukając mało zmęczonego życiem egzemplarza i przyznam szczerze, że ze znalezieniem takowego miałam niemały problem. Byłam w Gorzowie Wielkopolskim po Hondę 1000RR z 2008 roku, lecz ta miała otwierany silnik i chodziła jak traktor, a do tego była niemal cała malowana, choć właściciel zaprzeczał. Później była Warszawa i GSX-R 1000 K9. Z tego to ciekło… Z każdej strony. Oprócz tego miał pogniecioną chłodnicę, set wgięty w wahacz itd. Oczywiście tego przed oględzinami się nie dowiedziałam. A olejem tryskał z każdego możliwego miejsca ;) Numer trzy to GSX-R 1000 K9 z Krakowa. Również cały malowany, na przelotowej Yoshimurze, z wywalonymi „wszystkim”, czyli wybebeszony totalnie i nic więcej. Chodził jeszcze gorzej jak Honda. Właściciel zapytany o regulacje odpowiedział dosyć niecenzuralnie, ale generalnie chodziło mu o to, że są one zbędne :D Do tego maszyna świeżo po glebie, która miała być „mała”, a okazała się „duża” ;) Sprzedający był typowym łysym karkiem z osiedla, a na koniec zwyzywał nas i opuszczaliśmy jego posesję zdecydowanie szybciej niż wchodziliśmy, z obawy przed utratą życia i zdrowia ;)

GSX-R 1000 K9

Aż wreszcie w środę, 19 sierpnia 2015, pojechaliśmy do Siemianowic Śląskich. Rezerwowo miałam jeszcze wstępnie umówione oględziny dwóch innych egzemplarzy, ale na ten mocno liczyłam. Miał sporo dodatków i po zdjęciach wyglądał nieźle, choć doświadczenie nauczyło mnie, że to jeszcze nic nie znaczy ;) Na szczęście na miejscu okazało się, że nie jest źle. Miał ślizg na prawą stronę, co widać przy bliższym przyjrzeniu się, jednak nie była to jakaś wielka tragedia. Do tego silnik chodzi ładnie, wkręca się książkowo, skrzynia i sprzęgło chodzą bez zarzutu. No i ten wygląd… Zakochałam się od pierwszego wejrzenia :) Oprócz motocykla dostałam jeszcze pokrowiec, podnośniki na przód i tył z PUIGA oraz DB-killera i faktury na wydech (kupiony w kwietniu) oraz oplot (w marcu). Zapomniałam dodać, że Gixxer pochodzi z polskiego salonu, co było dla mnie dużym plusem. Przebieg prawdopodobnie jest autentyczny, bo wpisy w książce serwisowej na to wskazują. Na pewno nie jest to stan salonowy, ale takiego nie znalazłabym nigdy. W końcu to motocykl, który ma 6 lat.

GSX-R 1000 K9

Tak czy inaczej powoli zaczynamy wspólna przygodę. Z Siemianowic Śląskich wracałam autostradą po ciemku, z czarną szybką. Nie widziałam zbyt wiele ;) W ten sposób „pykło” pierwsze 200km trasy. Dzień później poszukiwałam gorączkowo klucza nasadowego 36mm, bo okazało się, że właśnie taki jest potrzebny, by poluzować śrubę tylnego koła, a potrzebowałam pilnie naciągnąć łańcuch. Niemal wszystkie dostępne zestawy narzędzi mają maksymalny rozmiar nasadek 32mm, na szczęście z pomocą przyszła Castorama ;) Póki co wjeżdżam się w motocykl i szukam z nim wspólnego języka. Jedno jest pewne – dawno nie widziałam jednośladu, który by mi się tak podobał! A i zapomniałabym.. Zawsze chciałam mieć karbonowy wydech Akrapovica. I mam! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s