Moje boje z V-ką

Koniec października i ponad 20 stopni w słońcu na termometrach. Do tego błękitne niebo i szum barwnych liści podrywanych przez wiatr. Czyż może być lepsza pogoda tej wiosny.. tfu, jesieni? Chyba nie i wszyscy doskonale o tym wiemy. Wiedzą ludzie spacerujący leniwie po miejskich parkach, siedzący na ławkach, a nawet nie robiący zupełnie nic. Bo całkiem przyjemnie jest nic nie robić w taką pogodę. Wystarczy poczuć ciepło po wyjściu na zewnątrz, by uświadomić sobie, jak kapitalny stan atmosfery utrzymuje się w naszej części świata.

Powiedzieć, że to sprzyjająca aura dla motocyklistów, to zbyt mało. Wystarczyło pojeździć chwilę po własnej okolicy by zobaczyć setki fanów jednośladów. Byłam i ja, choć mój pojazd n-ty dzień stoi w garażu i czeka na swoją operację. Tym razem jednak to nie była zwykła pożyczka sprzętu, ponieważ motocykl, na którym miałam okazję korzystać z pogody, stoi obecnie w moim garażu i zanosi się na to, że na długo w nim zagości. Kupił go mój ziomeczek, szwagier, kumpel – jak kto woli tę rolę nazywać. Kupił, i póki co korzysta jednie wtedy, gdy mogę mu w tym pomóc, ponieważ uczy się jazdy na dwóch kółkach pod moim okiem. A ja mam możliwość pojeżdżenia na jego Suzuki SV650.

Suzuki SV650Suzuki SV650

SV-ka.. specyficzny motocykl. Trochę kilometrów już razem zrobiłyśmy i dogadujemy się dobrze, choć mam do niej kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim komfort jazdy jest zbliżony do średniej klasy traktora. Mały szok po przyjemnych rzędówkach. Nie chodzi o oddawanie mocy, ale o wieczną telepawkę w niemal całym zakresie obrotów. Poza tym Suzuki ma bardzo fajny dół, ale niestety kuleje na górze. Powyżej 7000 obrotów nie dzieje się właściwie nic. No chyba, że sobie pośpiewamy i czas szybciej zleci.

Są też plusy. Egzemplarz, którym się przemieszczam, ma boski tłumik Leo Vince’a. Dzięki niemu nie muszę się nawet specjalnie wysilać, a i tak mili kierowcy samochodów zjeżdżają mi z drogi. Mniemam, że ze strachu, bo SV650 brzmi w tych okolicznościach jak żużlówka. I najważniejsze – kierownica. Pewien mądry człowiek pokombinował troszkę i jest ona iście sportowa. Dla mnie miód. Można się pobawić i wygodnie składać. W korkach też daje radę, miałam okazję dziś przetestować. Gigantyczne korki we Wrocławiu, w szczególności na ulicy Legnickiej, w godzinach szczytu. Lepszego sprawdzianu przydatności miejskiej nie mogła przejść.

Suzuki SV650Sportowa kierownica + fajna maszyna = Karen w żywiole :)

Wizualnie parę pierdółek należy poprawić, ale technicznie maszyna jest bez zarzutu. Przyjemna, choć z pewnością nie powinno się jej lekceważyć, jeśli ma to być pierwszy motocykl. Jest znacznie mniej przewidywalna od rzędówek. Będąc świeżakiem pewnie zdecydowałabym się na coś bardziej przyjaznego. Kwestia gustu. Chyba pozostaje mi się zgodzić ze zdaniem, że V-ki albo się kocha, albo nienawidzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s