Woot!

Życie baby na motocyklu

Było już sporo o żużlu, trochę o MotoGP.. a obiecanych wywodów na temat mojej jazdy póki co brak. Czas to naprawić. Prawo jazdy kategorii A, upragnione, zdałam dopiero 30 sierpnia 2012. Czemu tak późno, zapytacie, skoro motocykle od zawsze były moją wielką pasją? Cóż, powodów było przynajmniej kilka, jednak najpoważniejszym z nich była najważniejsza osoba w moim życiu – moja mama. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego. Oprócz oczywistej awersji do jednośladów wynikającej z typowego polskiego (i nie tylko) podejścia do nich, mama miała również bardziej przekonujące argumenty, niż „nie bo nie”. To kilka śmiertelnych wypadków w naszej rodzinie.

Niestety dla niej, a na szczęście dla mnie, ciągnie wilka do lasu.. po czasie jazdy tzw. „Piździkiem”, czyli Yamahą DT50R przesiadłam się na Yamahę XJ6. Przeskok spory i w mocy, i w masie. Udało się jednak przeżyć go bezboleśnie. Szybko zaczęłam się doszkalać, dużo ćwiczyć, wiele osób mówiło mi, że posiadam do tego dryg.. i tak po kilku tygodniach jazdy trafiłam na tor, a później rozpoczęłam treningi czegoś, co mogę nazwać stylem wolnym. Powiedzmy, że to połączenie elementów Gymkhany i stuntu. Chodzi o wyczucie maszyny, nic więcej. A początki? Cóż, moja pierwsza jazda próbna malutką DT50R zakończyła się niegroźnym upadkiem. Wcześniej próbowałam swoich sił na Simsonie koleżanki, którego na szczęście nie położyłam.. gdyby tak się stało nie wiem, czy dziś pisałabym na blogu. Olka była śmiertelnie zakochana w swojej zielonej maszynie ;-)

Woot!

A dziś? Trenuję, próbuję, a moi znajomi są tak mili, że dokumentują moją radosną twórczość za pomocą zdjęć. Dzięki temu mogę pokazać wam kilka fotek, choć zdaje sobie sprawę z tego, że nie są zbyt imponujące i wciąż wiele pracy przede mną. Jeśli chodzi o jazdę torową moim idolem i wzorem jest Marc Marquez – człowiek, który kapitalnie potrafi kontrolować maszynę. Jego jazda w uślizgu tylnego koła to absolutne mistrzostwo. Mam nadzieje, że MM93 wygra tegoroczne MotoGP. Tytuł należy mu się jak nikomu innemu! Jeśli chodzi o stunt nie będę oryginalna, Rafał „Stunter13” Pasierbek to klasa sama w sobie, choć szanuję niesamowicie również „dzikich” stunterów, którzy potrafią podnieść poziom adrenaliny do granic możliwości. Mam na myśli przede wszystkim Joonie Vatanena. Istny szatan!

Woot!Ciężko żyć bez adrenaliny ;-)

Znajomi często pytają mnie, czy chce mi się ubierać od stóp do głów w te wszystkie motocyklowe ciuchy, skoro mogłabym po prostu wsiąść do samochodu i pojechać. Od pierwszych ciepłych dni praktycznie nie zsiadam z mojej bordowej Yamahy. Wykorzystuje do maksimum sprzyjające warunki atmosferyczne, a uczę się jazdy w tych złych. Po co? Z miłości do jednośladów. Jeszcze będę miała całą zimę, by najeździć się autem. Swoją drogą nie ukrywam wcale, że również wożenie się „puszką” sprawia mi przyjemność – kocham motoryzację, po prostu. Tym niemniej cztery koła są daleko za dwoma :-)

Tyle tytułem wstępu, sukcesywnie będę dodawać nowe informację i zdjęcia. Mam nadzieje, że zniesiecie z godnością tę drobną prywatę. Nie samym oglądaniem sportu człowiek żyje – warto też podnosić własny poziom!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s